Instagram

Personal branding



Jakiś czas temu spotkałam znajomą. Całą w stresie, bo jej syn zdaje w tym roku maturę, a bardziej niż nauką, zajmuje się kręceniem filmików na youtuba i dbaniem o przyrost followersów na portalach społecznościowych. Na usilne prośby rodziców, żeby przestał zajmować się głupotami, wybucha śmiechem, pokazując im rosnącą ilość $ na koncie za każdą subskrypcję i otwierając szafę, z której wysypują się ciuchy, kosmetyki i inne gadżety, otrzymane za darmo w ramach barteru reklamowego na Instagramie. Moja znajoma, Magda, załamuje ręce. Rozpacza, że przecież on musi mieć dobry zawód, konkretny, porządne wykształcenie, bo tylko to zapewni mu przyszłość. Ma zostać lekarzem, dentystą, prawnikiem, architektem. A nie takie fitulitu co go teraz interesuje!

Cóż mogłam powiedzieć... Nie jestem dla Magdy żadnym autorytetem w dziedzinie wykształcenia... w zasadzie przy każdym spotkaniu, w zawoalowany, acz dla mnie nad wyraz czytelny sposób, usiłuje mi przekazać, że przecież to co ja skończyłam to jakaś kpina! Pamiętam jak zaczynając studia, jeden z profesorów Uniwersytetu Śląskiego, Tadeusz Sławek, podczas wykładu inauguracyjnego powiedział, że wkroczyliśmy w czasy, kiedy musimy się liczyć z tym, że nie będziemy całe życie robić jednego i tego samego. Że sytuacja zmusi nas, aby przynajmniej 5-7 razy w życiu zmienić zawód, profesję... Co oznacza, że te 7 razy będziemy musieli zbudować swoją markę na nowo.  Słuchałam go z przymrużonym okiem - jak to! tyle lat nauki żeby potem zmieniać zawód! co on plecie! A teraz po latach, uważam że jego słowa były jak proroctwo. No ale przecież Magda tego nie zrozumie... Nie zrozumie, że wykształcenie to jedno, a umiejętność sprzedania swoich walorów zawodowych to zupełnie inna bajka. Bo przecież nie powiem jej, że w moim zawodzie, jedną z dziedzin na której robi się pieniądze jest tzw. personal branding, czyli kreowanie wizerunku osobistego klienta  w taki sposób, aby zwiększyć jego wartość na rynku pracy, zbudować nienaganną reputację, a w konsekwencji stać się osobą pożądaną.

Ale prawda jest taka, że to silna marka osobista jest dzisiaj wartością, a nie dyplom uczelni. Wiedzą o tym doskonale youtuberzy, blogerzy, "szafiarki", vlogerzy itd. itp. Ludzie, często przed 20-tym rokiem życia, którzy w taki sposób wykreowali siebie w mediach społecznościowych, że stali się pożądanym targetem dla reklamodawców i źródłem inspiracji i uwielbienia dla całych rzeszy fanów. I co z tego? powiedziałaby pewnie Magda... Za rok, dwa, minie "szał" na te konkretne osoby, pojawią się kolejne. Pewnie tak. Ale internet pamięta. Setki fanów nie znikną z dnia na dzień, a profity z barterów będą cieszyć jeszcze długo. A co najważniejsze - zostanie wiedza na przyszłość - jak to zrobić, żeby stać się osobą pożądaną... Wiedza, kontakty, doświadczenie - to o co potencjalni pracodawcy pytają świeżo upieczonych absolwentów - no dobrze, ma pan piątkę na dyplomie, a jakie jest pana doświadczenie zawodowe?

Z zachwytem śledzę profile społecznościowe osób, które samą swą obecność na nich zamieniły w czysty finansowy zysk. Dzięki byciu "fajnym" zdobyły tylu followersów, że na przykład wszystkie ciuszki i zabawki dla dzieci dostają gratis w ramach reklamy, albo otwarły sklep internetowy, stworzyły swoje kosmetyki, kolekcję ubrań, napisały książkę, zwiększyły ilość pacjentów/klientów dzięki promocji swojej osoby w taki sposób aby zaskarbić sobie sympatię obserwujących. Personal branding wyssany z mlekiem matki! Czysta inteligencja emocjonalna! (kolejne niezwykle silne i przydatne narzędzie, które przynosi korzyści przez całe życie, i które warto pielęgnować od najmłodszych lat, ale o tym innym razem).

Personal branding jest od lat niezwykle popularny w Ameryce. Tam każdy, kto planuje karierę w swojej branży, posiada własnego specjalistę od kreowania wizerunku (i psychoterapeutę, który go potem leczy od skutków nadmiaru sławy :)). Jest to niezwykle rozbudowana gałąź biznesu, począwszy od kreowania wyglądu, sposobu wypowiedzi, historii rodzinnej, na filantropii i zdolnościach artystycznych kończąc. W Polsce zauważyłam nieładny trend tzw. internetowego marketingu szeptanego, który kiedyś zakładał pisanie przychylnych komentarzy na temat zleceniodawcy całego procederu, a obecnie polega w głównej mierze na oczernianiu konkurencji. Dlatego z takim zainteresowaniem śledzę, jak młodzi ludzie instynktownie promują siebie w przestrzeni wirtualnej. To daje nadzieję, że personal branding wskoczy i u nas na właściwe tory.

A Wy co myślicie o kreowaniu siebie jak profesjonalnej marki? Warta gra świeczki, czy zabawa dla małolatów

Komentarze

Dodaj komentarz