Instagram

Nieśmiałość - praktyczne rady

 

 

Nie stanie się tak, że po "zastosowaniu" moich rad, dziecko przestanie być nieśmiałe. Artykuł ten (razem z poprzednim, nierozłącznie!) nie jest terapią, a jedynie namiastką pomocy, wskazówką, jak widzieć problem i od czego zacząć. Każde dziecko jest inne, u każdego istnieje inne podłoże nieśmiałości, każde inaczej funkcjonuje w rodzinie. Niektórym dzieciom pomoże niewielka zmiana, jedna sugestia, a w innych przypadkach, cała bateria rad to będzie za mało. Ale...


Gdybym była mamą bardzo nieśmiałego, wycofanego i zamkniętego w swoim świecie (dla bezpieczeństwa) dziecka, które z nosem przy szybie spędza popołudnia, patrząc jak inne dzieci bawią się na placu, które na myśl o szkolnej akademii dostaje gorączki, które poproszone o przywitanie się z ciocią oblewa się rumieńcem i ucieka, a przy propozycji zaproszenia kolegów do domu twierdzi, że woli bawić się samo... zaczęłabym od siebie.


Spojrzałabym na siebie z boku. Jak ja, czy mój mąż, (albo inni znaczący dla dziecka członkowie rodziny), radzimy sobie z nowymi, obcymi, trudnymi sytuacjami? Czy przed ważnym wystąpieniem w pracy, cały wieczór chodzimy po domu mrucząc pod nosem, że na pewno sobie nie poradzimy, że kompromitacja gotowa? Przed rodzinną, proszoną kolacją godzinami zastanawiamy się co przygotować mówiąc, że tego nie wypada, bo co sobie ciotka pomyśli, że kuzynka na pewno skrytykuje, że to z pewnością jak zwykle nie wyjdzie? Czy mając szansę na ciekawy zawodowy projekt, wyzwanie, rezygnujemy komentując, że to nie dla Was, że do tego trzeba odwagi? Hmmm?


Jeżeli sami stwarzamy pewną atmosferę lęku, obaw przed tym co obce, nowe, co wymaga pewnego ryzyka, nasze dzieci będą przejmować w większym bądź mniejszym stopniu podobne schematy zachowania i reagowania. Warto o tym pamiętać.


Jeżeli jednak, zupełnie nie wiemy skąd ta nieśmiałość się wzięła, to po prostu pomóżmy naszemu dziecku jak tylko możemy najlepiej.


Jak już wcześniej pisałam, nieśmiałość ma duży związek z niską wiarą w siebie, w swoje możliwości. Dlatego ja, zaczęłabym od pokazania dziecku w czym jest dobre, oraz, czasem może na wyrost, ale to dla treningu, chwaliłabym za wszystko co jest pozytywne w dziecku.


Zobacz jak szybko zrobiłaś zadanie domowe, brawo! Świetna jesteś w tym!

Jestem z Ciebie taka dumna, że pamiętałaś o tym i mi przypomniałaś! Wiem, że zawszę mogę na Ciebie liczyć!

Moja córka mi pomagała! Doskonale sobie z tym radzi!


Zrobiłabym listę rzeczy, w których moje dziecko jest dobre, albo takich, które mu świetnie wychodzą.


Potrafię jeździć na rowerze.

Świetnie znam tabliczkę mnożenia.

Zawsze pamiętam o odrabianiu zadań domowych, jestem sumienna i obowiązkowa.


Dzięki takim pozytywnym wzmocnieniom dziecko zobaczy, że mimo iż czasem źle o sobie myśli, to jest wiele rzeczy, które robi świetnie i dzięki temu zasługuje na pochwałę i nagrodę. To naprawdę ważne dla nieśmiałego dziecka - widzieć i czuć akceptację najbliższych.


Czasem dziecko przeżywając różne emocje, nie rozumie co tak naprawdę czuje. Patrząc przez okno na bawiące się dzieci, czuje się źle. Nie wie, czy to dlatego, że się boi wyjść i pobawić z nieznanymi dziećmi, czy to dlatego, że jest złe na siebie, że taka z niego fajtłapa. Warto rozmawiać z dzieckiem o emocjach i uczuciach. Wiem, że brzmi to jak z kosmosu, przecież dorośli też o tym rzadko rozmawiają, a ułatwiłoby to wiele spraw...


Gdyby moja córka przeżywała coś intensywnie, usiadłabym z nią i powiedziała: Wiem, że teraz możesz nie czuć się najlepiej. Obawiasz się reakcji innych, jednocześnie jesteś zła na siebie, że zamiast wziąć rower i wyjść na podwórko, siedzisz w domu. Może Cię to smucić. Każdy ma prawo źle się czuć, być złym czy smutnym.To jest zupełnie normalne! Też często tak mam. Ale można czuć się też dobrze, komfortowo, być szczęśliwym i radosnym. Chciałabym Ci pokazać jak może być fajnie.


Gdyby moja córka bała się reakcji obcych ludzi, dzieci, poćwiczyłabym z nią różne sytuacje, w których może się znaleźć. Na przykład nauczyłabym ją, że jak bawi się w piaskownicy i pojawi się nowa koleżanka, to żeby podała jej łopatkę i zapytała, czy pomoże budować wspólny zamek? Gdy nauczycielka prosi o wyrecytowanie wiersza przed całą klasą, nauczyłabym córkę zdania: czy mogłabym powiedzieć wiersz siedząc w ławce? Będę czuła się pewniej i wypadnę dużo lepiej. I wiele wiele innych podobnych zdań, które sprawią, że w chwili napięcia, mimo pustki w głowie, dziecko będzie wiedziało jak zareagować.


Pokazywałabym córce, maleńkimi kroczkami, że podejmowanie aktywności, a nawet wyzwań, nie jest takie straszne jak się wydaje. Zaczęłabym od zachęcenia jej do spytania się obcej osoby o godzinę, potem o drogę... Za każdym razem nagradzając córkę za dobrze wykonane zadanie, wzmacniając tym samym wiarę, że warto się starać! Może zakupy w pobliskim sklepie, gdzie trzeba poprosić ekspedientkę o produkty? Może samodzielne wypożyczenie książki w bibliotece? Występ przed rodziną i znajomymi z okazji świąt? Ważne, żeby takie aktywności dziecko podejmowało systematycznie, aby zakończone sukcesem były nagradzane, no i żeby ich "poziom trudności" wzrastał - wtedy będzie to prawdziwy eksperyment behawioralny zmierzający do wykształcenia nawyku na całe życie. Poczucia, że nowe i obce nie musi być straszne.


Gdyby moja córka była nieśmiała, cały czas miałabym świadomość, że poziom lęku w niej jest zdecydowanie wyższy niż u śmiałych rówieśników. Dlatego dołożyłabym wszelkich starań, aby zniwelować do minimum sytuacje stresorodne. Wyobraźcie sobie jak trudne musi być dla nieśmiałego dziecka wejście do klasy, gdy się spóźni, wszyscy już się uczą a nauczyciel prowadzi lekcję! Albo jak dziecko jest nieprzygotowane, czegoś nie potrafi... Albo jak musi się tłumaczyć za rodziców... Nawet wejście na plac zabaw, gdzie są inne dzieci może być zbyt trudne... Mając tego świadomość, idąc na spacer ubrałabym ciemne spodnie i zdarte trampki, żeby razem z córką usiąść w piaskownicy i pozjeżdżać na zjeżdżalni... Skoro mama to robi , to może i ja spróbuję...

 

Czasem, żadne z tych ćwiczeń nie działają... Dziecko tak bardzo się boi, tak źle się ocenia, że myśli wyłącznie o swoim strachu.


Znałam kiedyś taką dziewczynkę. Nie chodziła do przedszkola, bo rodzice uznali, że babcia lepiej się nią zajmie. Do "zerówki" poszła wyłącznie dlatego, że w grupie była jej koleżanka. Nie wyjeżdżała na kolonie, bo bała się obcych dzieci... Nawet na przerwach w szkole siedziała na ławce przed klasą miętosząc w spoconych dłoniach papier po kanapkach... Chodziła do szkoły muzycznej, gdzie co semestr był uroczysty koncert, w którym udział brali wszyscy uczniowie grając przed rodzicami na instrumentach. Co pół roku dziewczynka ta lądowała na pogotowiu z potwornymi bólami brzucha; kilkukrotnie lekarze nawet myśleli, że to zapalenie wyrostka i chcieli operować! Nikt nie powiązał tego z jej nieśmiałością... Gdy miała 14 lat, nauczyciel języka polskiego zaproponował jej granie w szkolnym teatrze. Zafascynowana abstrakcyjnymi wierszami Mirona Białoszewskiego, na kanwie których miało powstać przedstawienie,  postawiła wszystko na jedną kartę i się zgodziła. Przedstawienie okazało się sukcesem. Szkolna trupa wygrywała wszystkie konkursy, miała nawet swoje "turnee", występowała na letnich festiwalach, na deskach wielu alternatywnych, bardzo uznawanych teatrów. Tak się złożyło, że ta nieśmiała dziewczynka grała w tym przedstawieniu główną rolę. I wierzcie mi, patrząc jak stoi na scenie, przed często setkami widzów, jak wybucha wyuczonym śmiechem, żeby za minutę popaść w rozpacz recytując monolog, jak siada za fortepianem i brawurowo gra akompaniament, jak buduje napięcie intonując odpowiednio każde słowo, żeby w kulminacyjnej scenie swym krzykiem wystraszyć pierwsze trzy rzędy widzów.... nie przeszłoby Wam przez myśl, że kilka miesięcy wcześniej modliła się żeby umrzeć bo tak bała się przeczytać na głos czytankę w szkole.


Czasem, żeby uwierzyć w siebie, trzeba odnaleźć coś, w czym jest się wyjątkowym, lepszym od innych. Coś, co nas wyróżni, samo z siebie spowoduje uznanie i podziw. Czasem, właśnie dzięki hobby, pasji jesteśmy w stanie wydostać się z cierni nieśmiałości.

 

Skąd to wiem? I skąd tak dobrze znam tą dziewczynkę? Hmmm...






 

Komentarze

Gabi

czytałam i płakałam, miałam dziś przykrą sytuacje na spotkaniu rodzinnym....wiem co czuł mój 5 letni syn i wiem jak mogę mu pomoc.Dziękuje.

Odnalazłam w tym artykule

Odnalazłam w tym artykule garstkę siebie.. Jak rodzic, który jest czy był nieśmiałkiem i który nigdy nic pozytywnego o sobie nie usłyszał od rodziców, ma wychować "śmiałka"..? Jak zwalczyć w sobie tą wpojoną krytykę? Krytykę własnej osoby i swoich dzieci? Mimo, że ma sie świadomość tego wszystkiego o czym pisałaś wyżej..

:)

Czy ta dziewczynka miała na imię Sonia?

Haha, tak :)

Haha, tak :)

Dodaj komentarz