Instagram

Dlaczego fajne matki przeklinają?

 

 

Zacznę przewrotnie. Od odpowiedzi - bo są zdrowe psychicznie :)


Wyobraź sobie miły poranek. Twoje dziecko wyspane i najedzone bawi się na macie, a Ty masz chwilę na "przegląd" news'ów w internecie i poranną kawę. Wchodzisz na Pudelka, a tam... no nie! ale numer! niesamowite!

W tym momencie Twoją zaabsorbowaną uwagę odwraca zbyt długa cisza... Spoglądasz w stronę bawiącego się dziecka, a ono... na świeżo wytapetowanej ścianie właśnie tworzy murale czerwoną kredką. Zrywasz się więc natychmiast żeby ratować resztki drogiej, skandynawskiej tapety, gdy nagle trącasz stół i rozlewasz kawę... Trudno, tapeta ważniejsza. Dobiegasz do ściany, a tam okazuje się, że ta czerwona kredka to jednak nie kredka. To Twój prezent imieninowy - piękny, wyczekany czerwień w szmince od Marca Jacobsa... Nie tracąc nadziei zabierasz dziecku swoją własność i przy wtórującym wrzasku i jazgocie nieszczęścia usiłujesz znaleźć telefon (nie, zdjęcie na Insta dasz jak ochłoniesz!), teraz chcesz znaleźć domowe sposoby na usunięcie szminki z tapety przed powrotem męża z pracy. Jakież jest Twoje zdumienie, gdy okazuje się, że telefon właśnie bierze kąpiel. W kawie.


Co robisz?


a). Ku.....wa!!! Wydajesz z siebie głośno lub przez zęby, chwytasz się za głowę, złowrogo zerkasz na sprawcę zamieszania, tupiesz, warczysz, walisz pięścią w stół (niepotrzebne skreślić).

b). Bierzesz głęboki oddech (ale tak, żeby nie było widać, że go bierzesz), odwracasz się z uśmiechem do dziecka, po czym spokojnym krokiem udajesz się do kuchni po ręczniki papierowe, gąbkę i Cif.

c). Nie zważając na dziecko, tapetę i szminkę łapiesz ajfona i wrzucasz go do słoja z ryżem, pospiesznie usiłując sobie przypomnieć kiedy ostatnio robiłaś aktualizację icloud ;)


Wynik:


Wybrałaś A?


Świetnie! Miałaś prawo TO powiedzieć. A nawet krzyknąć. W końcu to szminka za 200 zł!  Dziecku nic nie będzie, jak od czasu do czasu Twój wzrok okaże mu dezaprobatę. Ba! Wyjdzie mu to na zdrowie. Nabierze do Ciebie podświadomie szacunku ;) A tupanie jest przecież takie kobiece i urocze. O tapecie nic nie piszę, bo domyślam się, że jest na końcu hierarchii w poziomie odczuwanego bólu po stracie...


Wybrałaś C?


Dla Ciebie napiszę niebawem zupełnie inny post. Tak, da się to leczyć ;)


Wybrałaś B?


Nie polubimy się. Ale może kiedyś wspomnisz moje słowa. Twoje zachowanie to nadmierna kontrola. Nadmierna? Oburzysz się! Przecież nie będę przy dziecku przeklinać, krzyczeć i histeryzować! Oczywiście. Nie warto tego robić. Na pewno nie warto, gdy to faktycznie była kredka, ściana i tak przeznaczona do malowania, a Ty szukałaś sposobu jak zepsuć telefon i mieć pretekst do zakupu nowego. Ale są sytuacje, gdzie nadmierne okiełznanie emocji spowoduje, że to co przeżywamy "wylezie" innym razem. W najmniej oczekiwanym momencie. I przysporzy o wiele więcej przykrości niż to głośne ku...wa przy dziecku.


Skąd wiem? A no kiedyś czytałam o tym, bo musiałam przed egzaminem. Ale też niedawno doświadczyłam.


Pewnego dnia zostałam wezwana do szkoły mojego syna. Jest w pierwszej klasie. Zostałam poproszona o rozmowę w sprawie "zawartości śniadaniówki Maksa". Młodziutka nauczycielka usadziła mnie w pokoju nauczycielskim na przeciw siebie, po czym oznajmiła, że oburzające jest, że Maks przynosi do szkoły hot-dogi ze stacji benzynowej. Brakuje mi tutaj ikonki z Iphone ze zdziwioną buźką, ale tak właśnie wtedy wyglądałam. Zaczęłam szybko analizować w głowie, o czym kobieta mówi, przebiegłam w myślach trasę 200 metrów, które dzielą nasz dom od szkoły i nie znalazłam tam stacji benzynowej. Przemyślałam możliwość zakupu hot-doga na stacji przez męża, gdy to on odwoził Maksa do szkoły, ale również nie znalazłam racjonalnego uzasadnienia dla takiej ewentualności... Zbaraniałam. Owszem, Maks często ma hot-doga w szkole. Bo nie lubi kanapek. Raz na jakiś czas jeździmy do zaprzyjaźnionej masarni po ekologiczne parówki z indyka. Bułki robię sama w domu (bo lubię). Ketchup to chyba nie przestępstwo? No więc zaczynam tłumaczyć wychowawczyni, że tak, Maks ma hot-dogi w swojej śniadaniówce, ale nie są one ze stacji benzynowej, tylko przygotowane przeze mnie w domu. I co słyszę?

- Niemożliwe proszę panią, bo one są w opakowaniach ze stacji benzynowej!

Tak, to był ten moment, gdy moje, bardzo liche z resztą, pokłady cierpliwości i tolerancji się skończyły.

Zagotowałam się, wstałam aby to co mam do powiedzenia dotarło z większą siłą i.... wybuchnęłam płaczem!

Normalnie się poryczałam. Przez łzy usiłowałam ratować sytuację i dukałam coś o bezczelności, chamstwie nauczycielki... ale jak się domyślacie, nie miało to żadnego pola rażenia. Wzbudzałam litość.

Przybiegła dyrektorka, zaczęła mnie uspokajać jak dziecko... Moje tłumaczenie, że zareagowałam tak, bo poczułam się urażona, że przecież dbam o dzieci z największą uwagą, a tu taka potwarz, odbierane były jedynie jak brednie histeryzującej wariatki.


I tak moje drogie to właśnie funkcjonuje. Zbyt mocno chciałam, mimo wielu problemów i stresów, panować nad tym, jak reaguję na różne sytuacje. No i dostałam karę. W przyrodzie nic nie ginie. Jeżeli przeżywamy coś mocno (złość, frustrację, gniew, upokorzenie itp.) ale nie pozwalamy sobie na prawdziwe doświadczenie tej emocji, to prędzej czy później wróci to do nas. Niekoniecznie w takiej postaci jak miało to miejsce u mnie. To może być skierowane do wewnątrz - potworne bóle głowy, bez namacalnej przyczyny, osłabiona odporność, wypadanie włosów i wiele innych rzeczy... Dlatego czasem warto przymknąć oko na wściekłego męża, który z bezsilności rzucił o ścianę jogurtem... Wiadomo, są lepsze sposoby na rozładowanie emocji, ale nie zawsze dostępne od ręki. Warto oczywiście o nich pamiętać - sport, seks, wyjazd, spotkanie z przyjaciółmi... każdy ma pewnie coś swojego sprawdzonego. Ale ja zauważyłam, że lubię się zresetować od razu. Dlatego dla mojej rodziny jestem jak włoska mamma - dużo i głośno krzyczę, jeszcze więcej przeklinam, ale nie chowam urazy, szybko wybaczam i dalej kocham całym sercem :)



Komentarze

Maggie

Bardzo "zdrowy" tekst

a.)

Super, że poruszyłas ten temat. Zawsze kiedy przeklne przy moim dziecku mam wyrzuty sumienia. Zastanawiam sie wtedy co ze mnie za matka i ze daje zły przykład...Po przeczytaniu tego tekstu zrozumiałam, że wcale tak źle ze mną nie jest i mam prawo wyrażać moje uczucia tu i teraz. Mam bardzo koleżenskie relacje z moim synem ale czasem gdy wpadam w furie i przeklinam potwornie się czuje i zaczynam mu wynagradzac to ze mama przegiela z ilością brzydkich słów... Więcej takich tekstów Kochana!

Jakbym widziała w tych

Jakbym widziała w tych zachowaniach całą siebie, włoska mama, emocje muszą być teraz i tutaj uwalniane, inaczej nie potrafię tak po prostu :) Świetny blog, ściskam i życzę powodzenia ;-) Patrycja, mama Niny

Klne jak szewc ale

Ale zdziwily mnie te parowki eko. Czy jestem fajna mama jesli nie kupuje parowek eko tylko takie normalne? Bylam kiedys na targu naszym katowickim ekologicznym. Pani, a nawet kilku sprzedawcow, nie umialo mi wytlumaczyc pochodzenia swoich produktow, a juz napewno zapewnic o tym ze to na 100% jest eko. Patrze na wszystkie etykiety, wybieram najdrozsze zazwyczaj, bo namniej swinstw posiadaja, produkty. Moze o tym napisz. Jak bardzo eko trzeba byc zeby nie popasc w paranoje, do jakiego stopnia jest to styl zycia, a gdzie zaczyna sie show na instagram itp. Postu super, ale i bez niego wiedzialam ze jestem fajna matka mimo kilku k***, czasami w kompilacji ;) pozdrawiam :)*

Nie mnie oceniać, czy jesteś

Nie mnie oceniać, czy jesteś fajną mamą kupując zwykłe parówki ;) Mnie chodziło o podkreślenie prozaiczności problemu, który wywołał u mnie płacz. Tego, że mając świadomość jaką wagę przykładam do wychowania dzieci, ktoś podważył mój autorytet, a ja zareagowałam jak zareagowałam. A co do stylu eko, to zawsze podkreślam, że sedno sprawy tkwi w zachowaniu balansu. Też staram się odżywiać siebie i rodzinę zdrowo, ale nie popadam w przesadę. Moje dzieci znają chipsy, czekoladę, pizzę z pudełka. Nie umrą od tego. A jak nauczą się samodzielnie wybierać co dobre i rozsądnie korzystać z tego co nie za bardzo dobre, ale kusi, to będę spokojna o ich przyszłość. Pozdrawiam!

Dobrze się czyta

Droga Soniu. Przypadkiem trafiłam na Twojego bloga. A dokładniej dzięki Instagramowi. Zostanę tu na dłużej:) ciekawe teksty i Twój barwny życiorys przyciąga uwagę. I bardzo się cieszę. Sama też prowadzę bloga wielopłaszczyznowego (podział na kilka kategorii). W wilenj chwili zapraszam na www.mamnatooko.pl Pozdrawiam :) Ps. Dobrze wiedzieć,że jestem normalną mamą i normalnym człowiekiem. Odp.A do opisanej sytuacji to właśnie taka byłaby moja reakcja. Mimo,iż staram się ćwiczyć moją cierpliwość:)

:)

Dobrze wiedzieć ze jestem fajna mamą:)

Ja stanowczo jestem tez z

Ja stanowczo jestem tez z tych, ktore maja szybki mechanizm zapalny, szybko wybucham, strzelam jak z karabinu (ciezko sie przedostać przez ten potok slow) zrzucam z siebie cala złość i w krótkiej chwili wracam do porządku dziennego. Zapominam o tym co bylo i idziemy do przodu. Tez krzyczę i tez kocham, czasami zaluje ze tak szybko wybuchlam ale wiem ze byloby tak jak pisałaś...wyszlo by gdzies bokiem i uderzyło nie tam gdzie trzeba... Miło ze jestem calkiem normalna

Włoska mamo!!

Kochamy cię i uwielbiamy ten tekst! Dziękuje za sprowadzenie na ziemie !!!

Na początku chciałam napisać,

Na początku chciałam napisać, że przyjemnie się to wszystko czytało :) Ja też lubię sobie krzyknąć, żeby się rozładować. W moim przypadku problem jednak tkwi w tym, że czasem się denerwuję i krzyczę o jakąś mało istotną rzecz. Jestem potem zła na siebie o reakcję. Myślę, ze mogłam wtedy po prostu zaczerpnąć głębokiego oddechu, policzyć do 3 i też by było dobrze. Będę tu zaglądać. :) Pozdrawiam

Swietna historia :-)

Fajnie się blog zapowiada Soniu! Będę zaglądała!

Dodaj komentarz